Welcome, guest! Login / Register - Why register?
Psst.. new poll here.
Psst.. new forums here.
Microsoft is blocking us again (TY IP Reputation!) so just use oauth login instead. :)

Paste

Pasted as Plain Text by marcinbrojanowski ( 14 years ago )
2034

Głęboki wdech zachrypiał gwałtownie ponad miarowym stukotem pociągu. Podróżny otworzył szeroko oczy, które wpatrzone były teraz w całkowitą ciemność wypełniającą przedział. W tej rodzącej niepokój pustce nie było widać zupełnie nic poza mdłym kształtem okna, do którego przytulony był mężczyzna. Na zewnątrz panowała czerń jeszcze dziksza i bardziej nieokiełznana. Zdawała się przepływać swobodnie pomiędzy pniami wysokich drzew rosnących gęstym borem wzdłuż torów kolejowych. Słabła trochę ta zimna nicość ponad koroną gęstwiny, gdzie ustępowała nocnemu niebu, na którym ktoś rozsypał całe mnóstwo diamentów, skrzących się nieśmiało na ciemnym aksamicie, delikatnie rozjaśnianym mleczną poświatą galaktyki. Linia horyzontu była ledwie dostrzegalna. Nie można było tego powiedzieć o majestatycznej wstędze zorzy polarnej, rozpostartej długim pasmem na tle gwiazd. Jej rdzeń lśnił bielą, która przechodziła dalej we wszelkie barwy zieleni nabierającej żółtego odcienia w miarę dosięgania dolnych partii nieboskłonu. Dumny, widmowy pokaz ponad ciszą sennych lasów, zalewających czernią łagodne wzniesienia rozpościerające się falami po obu stronach torowiska. Mrocznej gęstwinie nie było końca. Potrafiła się na tych ziemiach ciągnąć nieprzerwanie poprzez ogromne połacie terenu. Tak też było teraz.

Owinięty kocem człowiek czuł się jakby był ostatnią istotą na planecie. Było coś intymnego w oglądaniu tego subtelnego zjawiska. Upajającego na tyle, że przyćmiewał strach, który dusił płuca. Mężczyzna zorientował się, że kilka jego palców wystaje sponad ciepłego schronienia. Schował je delikatnie i pocierając je drugą dłonią poczuł jak bardzo są zdrętwiałe. Wokół musiał panować mróz o wiele większy, niż mu się pierwotnie wydawało.

Lęk znów powrócił. Najpierw owionął jego plecy lodowatym tchnieniem, potem chwycił za gardło i zaczął mocno ściskać mięśnie brzucha. Pogrążony w malignie podróżny nie był w stanie zebrać myśli na tyle rozsądnych, by z tej odrealnionej przestrzeni złożyć swoją świadomość. Nie był zatem zdolny do obrony i wróg skrzętnie to wykorzystywał. Niepokój przyspieszał oddech mimo rozpaczliwych prób uspokojenia go. Paląca rana pod obojczykiem znów się obudziła, lepka od krwi.

Jego ciało, nieruchome od długiego czasu, ułatwiało ucieczkę w sen, który wydawał się teraz jedyną ścieżką oddalającą od tego dziwnego, całkowicie bezbronnego stanu świadomości, w którym się obecnie znajdował. Bardzo szybko dotarł do granicy jawy, gdzie jego czujność zaczęła powoli gasnąć razem ze wszelką myślą. Przerażenie zostało daleko w tyle. Teraz królowały niepodzielnie fosfeny, fioletowe plamy pływające po ścianach oraz przypominające fraktale, mieniące się tęczą kształty. Wir przepływał przez usypiający umysł, migocząc i iskrząc się przy krańcach pola widzenia. Wzmagał on powoli uczucie rozpływania się w przestrzeni, w której poza burzą barw i kształtów istniał tylko miarowy stukot pociągu. Na chwilę, w krótkim zrywie, powrócił jeszcze strach, uciszony jękliwym sapnięciem. Obraz zaczął się krystalizować. Obłoki wyostrzyły się i pozwoliły wyłonić się szarej klatce schodowej i ciągnącej się w górę drewnianej poręczy podpieranej przez ciemne, stalowe słupki. Stukot zwolnił, zamieniając się w ciężki odgłos kroków. Wojskowe trepy były bardzo, bardzo ciężkie.

 

Revise this Paste

Your Name: Code Language: