Welcome, guest! Login / Register - Why register?
Psst.. new poll here.
Psst.. new forums here.
Microsoft is blocking us again (TY IP Reputation!) so just use oauth login instead. :)

Paste

Pasted as Plain Text by Paweł ( 17 years ago )
\chapter{Prolog}
 ...wiedział, że musi się spieszyć. Do świtu pozostawało juz tylko kilka godzin, a wraz z nim umierała wszelka nadzieja.
 Dobrze znał te korytarze, więc nie miał problemów z orientacja w mrokach jesiennej nocy... Kaptur zakrywał jego głowę, ale szata 
nie pozwalała ukryć mu swojej tożsamości. Nie... W tej dzielnicy szata nie dawała schronienia przed chciwymi spojrzeniami, nie aniołowi.
 Wiedział, że go zauważyli. Przyspieszył więc kroku... To już tylko kilkaset metrów pomyślał... Musiał ją ostrzec... Musiał ochronić ją
 i dziecko... Za wszelką cenę! Teraz tylko to się liczyło. Jeden zakręt, drugi, to już musi być tu. Obejrzał się za siebie, nie zauważył
 nikogo, nie miał czasu sprawdzić, czy ktoś go obserwuje. Zapukał do drzwi wykonanych ze starego drewna. Po chwili usłyszał szmer dochodzący z izby...
- Kto tam...? - Odezwał się cichy kobiecy głos zza drzwi
- Otwórz szybko, to ja Galandar.
Drzwi szybko zostały otwarte. Mężczyzna wchodząc do środka  został przytłoczony mieszanina gorącego powietrza pochodzącego z kominka kumulującego
 się z zapachem wędzonych ryb. Izba była urządzona skromnie , nie było widać przepychu, przede wszystkim dominowała prostota i funkcjonalność 
znajdujących się tu przedmiotów. Gdzieniegdzie można było zauważyć niszczycielską robotę szkodników.
- Galandar, czy cos się stało? - Spytała najwidoczniej oszołomiona wizyta gościa kobieta
- Gdzie jest nasz syn Aldarr, musisz jak najszybciej go przed nimi ukryć!?
- Ukryć przed kim? O czym mówisz?
- Posłuchaj mnie uważnie, bez względu na to co się teraz stanie, musisz ukryć nasze dziecko gdzieś, gdzie nikt z Wieży go nie będzie w stanie znaleźć.
 Grozi mu wielkie niebezpieczeństwo! Nie ma czasu na wyjaśnienia... Zrób to, o co cię proszę Larria. - Odparł stanowczo Galandar
Larria szybkim krokiem podeszła do łóżka, gdzie do tej pory spało dziecko. Wiedziała, że musi się spieszyć, tak jak powiedział Galandar, nie było czasu
 do stracenia. Zawinęła Aldarra w szal i wyszła z izby nie żegnając się z zakapturzoną postacią. Galandar miał świadomość, że po raz ostatni w życiu
 widział swoją ukochaną i dziecko. Dziecko nie zasługiwało na śmierć, nawet jeśli miało tak silne znamię jak Aldarr. Rozejrzał się ostatni raz po izbie,
 sprawdzając, czy nie został żaden przedmiot, który mógłby doprowadzić kogoś do miejsca przebywania jego syna. Nic takiego nie znalazł. Wychodząc rzucił
 czar rozproszenia i dalej krętymi uliczkami podążył do Wieży na spotkanie z przeznaczeniem...

 

Revise this Paste

Your Name: Code Language: