Psst.. new poll here.
Psst.. new forums here.
Microsoft is blocking us again (TY IP Reputation!) so just use oauth login instead. :)
Paste
Pasted by Paweł ( 17 years ago )
\chapter{Sephirum}
Nad zatoką Golundo wstawał kolejny piękny dzień. Promienie słońca delikatnie muskały lekkie fale obijające się o skaliste wybrzeże miasta Sephirum. Sephirum było to niewielkie miasto, jednak z bardzo długim rodowodem. Miasto to pamiętało krwawe walki tutejszych mieszkańców z hordami z północy. Każdy kamień utrzymywał na sobie brzemię krwi Aniołów jak i Ludzi Północy. Było to bajeczne,a zarazem straszne miejsce. Dookoła rozciągały się niczym naturalne wały obronne góry Solcid ze swymi śnieżnymi kopułami. W kotlinie, gdzie znajdowało się miasto ziemia jednak tętniła życiem. Soczysta zieleń nadmorskiej trawy i czerwień tutejszych koralowych drzew była w stanie wzbudzić zachwyt nawet najprostszej istoty. Nad wodą były zabudowania tutejszych mieszkańców. Pośród tych budynków z łatwością można było dostrzec jeden wyróżniający się swoją wspaniałością. Była to ogromna świątynia poświęcona tutejszym zmarłym wojownikom. Była to utrzymująca się na pięćdziesięciu sześciu połyskujących w porannym słońcu kamiennych kolumnach konstrukcja. Wnętrze świątyni było jednak utrzymane skromnie. Głównym i najbardziej wyniosłym punktem świątyni był onyksowy ołtarz wzniesiony ku pamięci tutejszych zmarłych wojowników. Napis wyryty na nim magia brzmiał: "Spoczywają tu ci, którzy zstąpili z krańca nieba i ziemi, i poświęcili swe ziemskie oblicza dla obrony miasta Sephirum". W istocie jednak spoczywali tu tylko wybrańcy, którzy naprawdę zasłużyli się w bitwach stoczonych przez armie anielskiego miasta.
Sephirum było tak naprawdę twierdzą, która strzegła tajemnicy przejścia z nieba na ziemię. Jedynym wyjściem z tej twierdzy była droga morska przez mały port przy zatoce, bądź bramą wydrążoną w skale prowadzącą na nizinne stepy Forgel. Jednak do, jak i z miasta wychodziło naprawdę niewiele osób. Mieszkańcy byli tu bardzo ksenofobiczni i żyli tylko w swoim towarzystwie. Byli samowystarczalni. Nie potrzebowali żadnej rzeczy z zewnątrz. Jedzenie przynosiło im morze i ich hodowle. Reszta nie miała dla nich znaczenia. W mieście było około dwudziestu tysięcy mieszkańców. Przewodził im Seraph Anaz Mahar. Rzadko ukazywał swoje oblicze publicznie. Jednak był postacią epicką wśród tutejszych mieszkańców. Był generałem podczas Trzeciej Wojny i liczył już sobie około 700 lat. Samo społeczeństwo było podzielone na kasty. Kasta żołnierzy i kapłanów była druga co do ważności w hierarchii. Niżej znajdowali się zwykli aniołowie, a najniżej wszyscy mieszkańcy nie mający czystej krwi. Związki z nie aniołem mogły skończyć się wieczną banicją z miasta co implikowało na niewielka liczbę mieszkańców o nieczystej krwi.
Tego poranka nad miastem krążyła tylko jedna postać. Po kilkuminutowym locie zatoczyła się w powietrzu z gracją, by spocząć na wysuniętej półce skalnej. Był to młody anioł. Smukła i wysoka postać. Tym co odróżniało go od zwykłych aniołów były jego czarne skrzydła, symbolizujące jego splugawioną krew przez jednego z upadłych. Tacy jak on byli w najniższej kaście społeczeństwa i nie mogli oczekiwać zbyt wiele od życia poza wstąpieniem do anielskiej armii. Rozprostowując skrzydła spojrzał z pogarda na miasto.
- Już niedługo będę w stanie uciec z tego parszywego miejsca. Jeszcze tylko 20 dni...
Chwile po wypowiedzeniu słów pogardy wzbił się ponownie w powietrze i sfrunął gdzieś pomiędzy budynki dzielnicy portowej...
Revise this Paste